• Wpisów:726
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:145 dni temu
  • Licznik odwiedzin:29 735 / 1768 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
jestem najgorszą wersją siebie dla ludzi, ale najlepszą wersją mnie dla samej siebie. odrzuciłam sumienie, skrupuły i moralność prawie, można rzec w 90%, nikt już nie ma możliwości mnie wykorzystać, lub nie szanować, zabawne jest oglądanie ludzi, będących w szoku, że już nie mogą sobie pozwolić, i skończyła się zabawa. Odcięłam wszystkich, którzy ściągali mnie w dół i nie byli w moim życiu do niczego potrzebni, choć wpierdalali się w nie od wielu lat, nie wiem na chuj. jest mi zdecydowanie lżej. pragnę już wyjechać i pierdolić ten cały syf w jakim się obracam. pamiętam jak kiedyś pragnęłam wszystko zmienić, jak chciałam żyć inaczej, ale ludzie otaczający mnie nie chcieli tak żyć, a ja byłam zbyt przywiązana, oddana i mało odważna do tego by ich zwyczajnie wykreślić i zacząć po swojemu. po wielu latach nadszedł czas, gdy powiedzenie, umiesz liczyć? licz na siebie, ma w moim życiu znaczenie nie tylko w teorii, ale znajduje odzwierciedlenie w praktyce. Nie jest mi nikt potrzebny do szczęścia, niczyje zdanie mnie nie interesuje, dopóki ktoś nie pokaże, że na to zasługuje. Jeśli nie jest pierdolnięty tak jak ja, niech nie traci czasu, mojego i swojego, bo i tak prędzej, czy później każdy pójdzie w swoją stronę. dziękuje pozdrawiam, nareszcie wolna, spełniająca swoje cele i marzenia.
 

 
stałam się tym kim kiedyś pragnęłam być, ale bałam się bo miałam jakieś zasady. właśnie straciłam wszelkie zasady, robię co mi się żywnie podoba, odpierdalam, bawię się. wciąż jeszcze mam sumienie, ale coraz mniej aktywne, z dnia na dzień coraz mniej odczuwam jego istnienie. ktoś by powiedział, że jestem potworem, spoko szanuje, każdy może nazwać to jak chce. chcesz uznać, że moje życie to dno? a może, że jestem dziwką, bo jak mam ochotę to zabawie się z kimś kogo uznam za odpowiedniego do zabawy? proszę bardzo. nie interesuje mnie opinia nikogo, a wiecie czemu? bo choć moje życie przesiąknięte jest hedonizmem, który dla dużej grupy ludzi jest czymś złym, zwierzęcym i nie stosownym. to spełniam się w swoim życiu, rozwijam się w sferze kariery i moich własnych pasji, a jednocześnie pozbywając się zasad nakładanych przez ogół społeczeństwa i uznawanych za prawidłowe, poczułam prawdziwą wolność, która sprawia, że szanuje siebie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, bo nie udaje nikogo i nie działam tak jak chciałaby większość. polecam, pozdrawiam.
 

 
wrócił, na parę dni, ale wrócił, mogę z nim porozmawiać, poczuć jego wsparcie. tak bardzo tęskniłam, tak bardzo go kocham. tylko on w całym moim życiu potrafi doprowadzić mnie do takiego stanu, że nie mogę opanować trzęsących się rąk i duszy. gdy zobaczyłam wiadomość, serce mi stanęło, a potem zaczęło bić 5 razy szybciej, nie mogłam wziąć oddechu. jeszcze tylko 5 dni, i znów go stracę... chociaż wcale realnie go nie mam, bo nie jesteśmy razem, wolę go mieć jako przyjaciela niż nie mieć go wcale.
 

 
gdy jestem wśród ludzi, mam na sobie maskę, żartuje, jak to ja robię z siebie idiotkę, żeby każdy mógł się pośmiać włącznie ze mną. taka zawsze przecież byłam, szalona, pozytywna, nie do ogarnięcia. jednak wszystko co we mnie siedzi, rozpierdala mnie za każdym razem gdy jestem sama, gdy przychodzi wieczór, gdy zaczyna lecieć piosenka która kojarzy mi się z nim. problem jest taki, że jaka ona by nie była właśnie z nim mi się kojarzy, albo z naszymi wspólnymi chwilami, albo z każdym dniem, który przyprawia mnie o ból. odkąd go nie ma, odkąd mi go zabrali, odkąd nie mogę z nim zamienić słowa, staczam się w głębi siebie coraz bardziej. nie umiem ruszyć z miejsca. nic nie ma sensu, ja po prostu nie umiem przeżyć dnia bez myśli o nim, bez smutku, bez łzy w oku. ja nie umiem normalnie żyć, mam wrażenie, że już nigdy nie będę umiała. tęsknie za nim tak bardzo, że zaczynam tracić samą siebie. a co jest najgorsze? w ogóle mi to nie przeszkadza. ktoś by powiedział `dość! tak być nie może, muszę się z niego/niej wyleczyć, wyjebane, coś się skończyło, widocznie tak miało być, czas iść dalej!`, ale ja nie chcę, ja wcale nie chcę się z tego wyleczyć, ja wcale nie chcę iść dalej, ja pragnę cierpieć, pragnę mieć nadzieję, że on w końcu wróci i los nas połączy. wciąż w głowie mam wszystkie słowa, obietnice i wiarę, że jesteśmy sobie przeznaczeni, że będziemy ze sobą, choćby nie wiem jak wiele trudności nas napotkało...
 

 
próbuję ruszyć z miejsca, dobra pogoda pomaga mi w odnalezieniu siły. podjęłam pewne decyzje, które może pewnego dnia mnie odbudują. jeśli tylko mój spełnię mój cel i moje marzenie, będę szczęśliwą osobą. chcę wyjechać, taki jest mój plan, staram się zaplanować wszystko i działać. niedługo mam pewne wydarzenie, tam muszę dać z siebie wszystko i może zacznę wszystko od nowa. stopniowo wracam do zdrowego trybu życiu, zaprogramowałam sobie dietę, staram się trzymać planu treningowego. nie imprezuje już jak pojebana, nie chleje dzień w dzień i nawet nie mam ochoty, jednakże wciąż odpierdalam. i wciąż trochę o nim myślę, wciąż coś czuję, ale chyba już coraz mniej, albo tak mi się wydaje?
 

 
wiem, że któregoś dnia może ułoże sobie życie, ale teraz czuje że nigdy nie przestane go kochać.
 

 
to jest takie nienormalne. ale wiem, że nadal o mnie myślisz, że nadal się martwisz, że nadal coś czujesz. jesteśmy sekretem. nie wiem na ile ten sekret jest dobry dla nas obojga, ale ja bez ciebie nie wytrzymam. nie wyobrażam sobie, że miałabym Cię stracić w zupełności. nie chcę niszczyć Ci życia, kocham Cię i chcę byś był szczęśliwy. oboje postanowiliśmy ruszyć z miejsca, ja nie umiem, tobie wychodzi to lepiej, choć widzę, że wcale nie tak dobrze, jak sam się tego spodziewałeś. widzę, że za mną tęsknisz. ale rozsądek nie pozwoli na to byśmy byli razem. choć moje myśli powodują, że byłabym wstanie zrezygnować dla Ciebie z wszystkiego. dosłownie z wszystkiego. zrobiłabym dla Ciebie wszystko. i w głębi duszy wiem, że gdybyś miał możliwość też byś to zrobił. ale jesteś zamknięty w klatce, z której nikt Cię nie chce wypuścić. choć byłabym w stanie zostawić całe moje życie i pojechać do Ciebie, to wiem, ze to też jest zbyt trudne do wykonania. Całe życie miałam przeświadczenie, że chcę żyć na wysokim poziomie, rozwijać się, kształcić. Ale odkąd poznałam Ciebie, odkąd pokochałam Cię, jak nigdy nikogo wcześniej, wiem że wolałabym być biedna, nie mieć nic, ale mieć Ciebie. czemu to wszystko jest tak kurewsko trudne?
 

 
każdego dnia umieram coraz bardziej...
 

 
słońce i dłuższy dzień poprawiło mi odrobinę humor, jednak teraz siedząc sama czuję znów ból na sercu. dziś nie piłam, cały dzień na kacu. wczoraj wróciłam o 6 z imprezy, a miałam nigdzie nie wychodzić. ale wtedy nie czuję smutku, nie myślę o nim, nie myślę o wszystkim co mi się wali. a wali mi się coraz więcej. serce mi pęka.
 

 
wszystko poszło w pizdu. mam depresje. tak bardzo go kocham, tak bardzo nie mogę go mieć. pije już 6 dzień z rzędu, każdy moment w trzeźwości dopierdala mnie jak 100 kg worek wspomnień, emocji i uczuć, których nie mogę się pozbyć. nie mamy kontaktu, nie ma nas. jak ja mam to udźwignąć? jak ja mam ruszyć z miejsca. moje serce krwawi, dawno nie czułam takiego bólu. czuję jakby ktoś ścisnął moje serce i z całej siły chciał je mi odebrać... czy ja jestem wstanie się z tego podnieść? mam wrażenie, że już nigdy nie będę szczęśliwa. tak bardzo go kocham...
  • awatar casualx: @Bad Bunny: ja już cierpię 9 miesięcy, przerwami na oszukiwanie samej siebie i popełnianie kurewskich błędów...
  • awatar Bad Bunny: Nie jestem dobrą osobą do udzielania rad komuś ze złamanym sercem, ale zdecydowanie powinnaś przestać pić. To tylko pogorszy sprawę i będziesz czuła się jeszcze większym wrakiem. Najgoszej przecierpieć kilka pierwszych tygodni, czasami miesięcy. Wyjdziesz z tego, dasz radę!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
nigdy tak nikogo nie kochałam, jak jego kurwa kocham.
 

 
nie ucieknę przed prawdą. nie znajdę miłości, bo już ją znalazłam, tylko niestety nie mogę jej mieć. nie zakocham się prawdziwie, zawsze w każdym będę szukać jego, jego uśmiechu, jego oczu, spojrzenia, włosów, skóry, ciała, jego opiekuńczości, jego zaangażowania, zainteresowania, jego atencji, jego. kocham go, już od 9 miesięcy. w tym czasie byłam w 3 związkach, poznałam mnóstwo mężczyzn, odwalałam wiele rzeczy, ale ciągle kocham tylko jego. ciągle tęsknie tylko za nim, ciągle pragnę tylko jego, szukam go wszędzie i nie mogę go znaleźć nigdzie. nie ma go tu, w głębi dalej wierze, że się spotkamy i że będziemy razem i w mojej głowie to wygląda tak realnie, ja nie umiem żyć bez niego, nie umiem normalnie funkcjonować, ciągle mam go w głowie, w sercu, w nadziei, że nasze wszystkie obietnice, któregoś dnia staną się rzeczywistością. szkoda, że nie mogę go mieć..
 

 
i wszystko się jebie. je się nie nadaje do miłości. czy ja zawsze muszę źle wybierać? a może ja się nie nadaje, dlatego po jakimś czasie wychodzi, że wszystko się zaczyna pierdolić. nie wiem co się stanie. ale mam coraz bardziej negatywne przeczucia. z dnia na dzień jest coraz gorzej, ze mną i ze wszystkim.
 

 
wiecie co jest najgorsze? kiedy przeżyłaś tak szaloną, tak pełną emocji, zaskoczeń, pięknych i złych wspomnień miłość, że potem oczekujesz tego ponownie. kocham mojego mężczyznę, związek z nim ze względu na jego pochodzenie nie jest najprostszy, ale jest wspaniały, wiem że mnie kocha, ale wciąż brakuje tego rollercoastera, który przeżywałam wcześniej. cenie i ciesze się że mam go tu blisko, że zawsze do mnie przyjedzie jeśli tylko go potrzebuję, lub zwyczajnie chcemy się zobaczyć, ale co chwilę łapię się na moim debilizmie, że porównuję wiele rzeczy do tego co już było, do mojej przeszłości, do moich przeszłych doznań, doświadczeń. i choć jestem szczęśliwa z nim, i nie wiem czy potrafiłabym się podnieść, jeśli bym go straciła, bo jest dla mnie wszystkim, to ciągle czekam na coś niesamowitego, nie do uwierzenia, zapierającego dech w piersi, szalonego, nietuzinkowego. wciąż jestem niedojrzała. i mam nadzieję, że on zniesie moją niedojrzałość, otworzy mnie na dorosłość, nauczy mnie cierpliwości, nauczy mnie miłości, życia, i otworzy mi oczy na to, że nie zawsze w życiu trzeba z dnia na dzień podejmować jakieś chore ryzyko, żeby poczuć, że się żyje.
 

 
w końcu! zakochałam się. gdzieś tam głęboko wciąż jest on, ale to już jest bardzo głęboko i coraz mniej wyraźne. bardziej czuję coś w stylu troski o przyjaciela. wiele się zmieniło, wiele się wydarzyło, pojawił się ktoś, kto zmienił moje uczucia, ktoś kto stał się ważniejszy, od niego, od wyjazdu. pokochałam go, choć związek ten nie jest jeszcze idealny, to jest moim przyjacielem, dzieckiem, kochankiem, jest moją przyszłością. przyszłością, którą boję się planować, bo tyle razy już dostałam po dupie, ale nie umiem zwyczajnie spojrzeć i nie widzieć jego obok, z dwójką naszych pięknych dzieci. ja jestem jedną wielką tykającą bombą, a on oazą spokoju, nikt tak jak on nie umie mnie wkurwić a potem uspokoić. zabrałam go do siebie, zabrałam go by poznał moich rodziców, a on sam tego chciał, moi rodzice są zawsze tacy sami, nic im nie odpowiada, ale i tak było cudownie. czuje przy nim tak wiele, a najbardziej udowadniają mi to chwile gdy wiem, że musimy się pożegnać, mam ochotę złapać go za nogę i nie pozwolić odejść. jestem w nim cała.
 

 
mogę ogłosić wszem i wobec, że się zakochałam. przestałam już myśleć o swoim byłym, przestał mnie dręczyć, mogę z nim bez problemu rozmawiać jak z kolegą, bo stało się coś czego w życiu bym się nie spodziewała. Jakiś czas dawny już temu po zerwaniu z chłopakiem, (nie bd komentować trochę ostatnio się ich przypałętało, no cóż ludzi błędy popełniają) poznałam jednego chłopaka dając mu tak na tinderze. chłopak bardzo szybko się zaangażował i bardzo się starał by się ze mną zobaczyć, był zbyt miły dobry, kochany i uroczy bym mogła powiedzieć tak w realnym życiu, więc ostatecznie odrzuciłam go mówiąc mu, że spotykam się z kimś co było już potem prawdą i błędem, ale mniejsza z tym. związek się nie udał, facet okazał się dupkiem, a ja nie byłam lepsza bo tak na prawdę nie czułam do niego nic nadzwyczajnego, nic nowego, po za tym mój wakacyjny romans nie chciał dać mi spokoju. po zerwaniu znajomości z tym dupkiem, ośmieliłam się nie wiem po co, nie wiem czemu napisać do tego uroczego chłopca, który okazał się dojrzałym, mądrym, cudownym facetem, który uświadomił mi wiele ważnych rzeczy i z dnia na dzień to robi. poczułam do niego coś czego dawno nie czułam. ostatnio powiedziałam mu, że też go kocham, bo nie umiałam już utrzymać tego w moich ustach, te słowa wyleciały jakby same chciały, bez mojej kontroli.
 

 
moje życie to na prawdę jeden niekończący się rollercoaster. odrzuciłam go, przestałam, nie chciałam już czuć tego bólu, nie chciałam już płakać, czułam się z tym strasznie, kurwa suko znowu odpuszczasz! ale nie da się inaczej, nie da się inaczej żyć wiem, że wciąż go kocham, ale może nigdy nie przestane, a może to nie miłość, albo nią nie będzie, a tylko piękne wspomnienie, do którego mi tęskno? ale otworzyłam oczy, bo wiem, że jest ktoś komu zależy na mnie strasznie mocno, a ja już raz go odtrąciłam dla kogoś innego, kto nie był tego wart. całe życie daje siebie ludziom, którzy nie zasługują na moje starania. tym razem zaryzykowałam w inną stronę, i z dnia na dzień coraz bardziej mi zależy, nie mówiąc o tym, że coraz bardziej tęsknie za nim... jak mówiłam urwałam kontakt z wakacyjnym kochankiem, jednak nie na długo znów się odezwał i za chuja nie chce mi dać o sobie zapomnieć. nie powiedziałam mu jeszcze, że raczej nie przyjadę. chcę, ale coraz mniej. jest ktoś kto powoduje, że wiem, że to nie ma sensu. może warto pozwolić sobie być szczęśliwą z kimś, kto chce dla mnie najlepiej, z kimś tu, blisko, na prawdę? nie wiem. chyba to dobrze, że coraz mniej zależy mi na czymś co nie ma przyszłości, a coraz bardziej na czymś co może ją mieć ?
 

 
to cholerne uczucie, że jest ktoś, kto cię kocha, kto poszedł by za tobą w ogień, kto oddałby dla Ciebie wiele, kto tak bardzo troszczy się byś była szczęśliwa, kto ciągle na Ciebie czeka, kto nic od Ciebie nie chce prócz obecności, a ty go niszczysz, bo kochasz kogoś innego. on jest dla ciebie ważny, ale nie potrafisz poczuć miłości, choć wiesz, że on byłby dla Ciebie idealny, ale ty nawet na niego nie zasługujesz. ty ślepo kochasz kogoś, kto może ciebie nie kocha, a on ślepo kocha ciebie. czy życie jest fair? kurwa nie.
  • awatar casualx: @catrice.voa: ja na pewno nie mam
  • awatar catrice.voa: esencją tego jest znaleźć się w odpowiednim czasie i miejscu. Mało kto ma tyle szczęścia :D
  • awatar Alicja_i_Alina: Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Czemu ja to sobie robię? Znowu robię wszystko, żeby tam jechać, żeby go zobaczyć. Tak, tęsknie nie tylko za nim, ale za wszystkim co tam przeżyłam, za wszystkimi, których tam poznałam, ale gdyby nie on to nie zdecydowałabym się jechać tam 3 raz w przeciągu 9 miesięcy. Pracuje z myślą o tym, że będzie mnie stać na 7 dni tam, na 7 dni w których mogę spędzić czas z nim. Nie ważne jak, czy jak para, czy jak przyjaciele, oby tylko nie jak wrogowie, oby tylko nic się złego nie stało. nie wyobrażam sobie co bym przeżywała, gdybym miała się z nim pokłócić, gdybyśmy mieli przestać się znać. jest dla mnie tak ważny. tak bardzo go kocham. tak bardzo za nim tęsknie. zwariowałam, po prostu wywrócił moje życie do góry nogami. część mnie zniknęła razem z nim, i staram się ją znaleźć i odebrać, albo oddać się w całości.
 

 
niedługo go spotkam, i jedna rzecz to chęć spotkania go i zobaczenia w nim tylko i wyłącznie kolegi, kumpla, przyjaciela. Widzę jak się witamy i przytulając się nie czujemy nic, zaczynamy normalną rozmowę, idziemy napić się piwa siedzimy na przeciw i rozmawiamy, śmiejąc się i ciesząc chwilą. a druga opcja? chciałabym przytulić go na przywitanie i poczuć to mocne uczucie, które czułam jak spotkałam go pierwszy raz, to uczucie nie do opisania, kiedy przytulasz kogoś, czujesz jak cały drży, czujesz jak cała drżysz i nie chcesz przestać, nie możecie się puścić, czujesz jakbyś trzymała całe swoje życie w swoich rękach. takiego czegoś nie przeżyłam nigdy, nie czułam nigdy, i nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze poczuje. w każdym innym przytuleniu, w każdym innym mężczyźnie ciągle szukam, tego uczucia.
 

 
zwierzałam mu się jakiś czas temu, że pokłóciłam się z chłopakiem, wysłuchał mnie, doradził. przez ten czas, przegadaliśmy ze sobą ogrom godzin, śmialiśmy się razem, wspierałam go w jego problemie z rodziną, razem poprawialiśmy sobie humor, zaczęłam się zastanawiać, gdzie jest ta jego dziewczyna, czemu to z nią nie rozmawia po nocach godzinami? dosłownie dwa dni temu, zwierzył mi się, że się pokłócili. i szczerze? nie chciałam doradzać mu nic złego, nic przeciwko ich związkowi, bo jeśli jest z nią szczęśliwy chce jego szczęścia, chce mojego szczęścia tutaj, choć nie wiem jak bardzo bym za nim tęskniła, nie będę robić nic by zniszczyć jego związek, będę go wspierać, choć nie wiem czy on faktycznie ją kocha, czasem mam wrażenie, że oboje tkwimy w czymś tylko po to by za wszelką cenę nie przyznać, że nasze rozstanie było błędem, że są sobą tęsknimy. ale nie wiem. nie wiem nic. pragnę mieć wciąż tak cudownego przyjaciela jak on, nie chcę tego niszczyć w żaden sposób, a jeśli bd mieli być ze sobą, któregoś dnia będziemy.
 

 
jestem tak zjebana jeśli chodzi o uczucia...
 

 
ale na nim też mi zależy, poczułam to wczoraj w nocy, a dziś rano jeszcze mocniej, chciałam go mieć obok, i przytulić, pogadać twarzą w twarz spojrzeć mu w oczy. Chciałabym już go zobaczyć, chciałabym z nim gdzieś wyjść, chciałabym mieć go obok, jak był blisko było inaczej. ja nei wiem co jest ze mną nie tak, ale zdecydowanie coś jest.
 

 
ja nie mogę, ja go nadal kocham, ja za nim nadal tęsknie, ja nie umiem się w nikim innym zakochać. nie mogę ułożyć sobie życia tutaj, kiedy wciąż pragnę jego. wchodzę w nowy rok ze świadomością, że wciąż go kocham, ze świadomością, że wciąż mi zależy i z nadzieją, że będziemy razem, że jesteśmy sobie przeznaczeni. to takie dziecinne i niedojrzałe, ale nie umiem tego zmienić. po prostu muszę pozwolić przyszłości zwyczajnie trwać. całe moje życie mnie satysfakcjonuje prócz tego aspektu miłosnego. mam z nim tak cudowny kontakt, rozmawiamy godzinami, dzwonimy do siebie, ale nie mam pojęcia co on czuje. mam wrażenie, że wciąż o mnie myśli, że wciąż jestem dla niego ważna, ale na ile to jest prawdą? przekonam się, jak znowu go spotkam, a spotkam. i żyje tylko tym. jest moim ukochanym bez względu na to, czy on czuje to samo, ja nie umiem przestać. nie umiem.....
 

 
nie potrafię i chyba nigdy nie zrozumiem siebie, swoich uczuć i czego chcę od miłości. mam w głowie dwóch mężczyzn, mam w sercu dwóch mężczyzn, czy to jest normalne?! nie! Ostatnio moja relacja z moim byłym, którego tak bardzo kochałam w wakacje, rozwinęła się dość znacząco, dzwonimy do siebie, wczoraj przegadaliśmy prawie godzinę, nie wiem po co, nie wiem czemu, nie wiem jaki to ma sens i na chuj jest mi to potrzebne. Jednak z moim aktualnym facetem również gadam, też dzwonimy do siebie, tęsknie za nim, chcę go już zobaczyć, muszę jeszcze czekać 11 dni albo 12, nie wiem jak ja to zniosę, ale jakoś muszę. fakt, że tak mało się widzimy sprawia, że za dużo myślę, za dużo analizuję. wszystko jest takie popierdolone. wiem, że nadal czuję coś do niego, że jest dla mnie kurewsko ważny i nie chcę tracić z nim kontaktu, wiem, że jeszcze go zobaczę i wierze w to, tęsknie za nim. a z drugiej strony, tęsknie za moim I, który jest w dużej mierze obok, blisko, mieszka w moim mieście, spędzamy dużo czasu razem, mamy dużo wspomnień razem, choć ostatnio nie ma czasu, to jednak to zupełnie co innego. kurwa rozpierdolony mózg na maksa. jestem chora.
  • awatar Jamba: może Twoj aktualny chłopak jest tylko przykrywką żeby zabić uczucie do byłego, pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
mam nadzieję, ze w końcu jutro go zobaczę, bo zaczynam zapominać jak wygląda, zaczynam się obawiać, że to się zaraz rozpadnie, a nie chcę tego, chcę żeby mnie wyleczył, chcę żeby pokazał mi, że moje uczucia z przeszłości, nie mają znaczenia, kiedy jestem z nim, chcę żeby sprawił, ze to jego będę nimi darzyć. chcę się uwolnić od tej miłości, i żyć tym co jest tutaj obok. tak blisko jesteśmy, a tak mało czasu mamy by móc spędzić go razem...
 

 
znów zaczęliśmy rozmawiać, po co? nie wiem, ale nie umiem przestać. czuje, że to byłą moja miłość, pewnie kiedyś zapomnę, ale to jeszcze nie czas. wciąż jest dla mnie ważny, wciąż o nim myślę, wciąż za nim tęsknie. chcę ułożyć swoje życie tu, zależy mi na kimś. ale wciąż zależy mi też na nim. do dupy to wszystko czasami się wydaje. jestem szczęśliwa jeśli chodzi o życie poza życiem miłosnym. to mi zupełnie nie wychodzi.
 

 
brak czasu na cokolwiek, jestem przemęczona, ale szczęśliwa. spełniłam swoje marzenie, teraz zostało przemęczyć te studia, napisać tą pierdoloną pracę i mieć spokój, robić to co kocham, bo już mogę!
wciąż nie wierze, że tego dokonałam, wciąż nie wierzę, że to się stało.
ale zaraz coś jeszcze się wydarzyło, i teraz sama nie wiem..
 

 
zaczyna się moment, w którym coraz więcej o nim myślę, co za tym idzie chyba zaczynam go lubić, przy czym jednocześnie odczuwam lekki strach i przerażenie. boje się, że znów źle wybiorę, zranię siebie albo jego. za razem chcę w to brnąć i czuję, że nie widziałam go od 3 dni, i chciałabym go zobaczyć. a z drugiej strony czuje, że to wszystko nie idzie tak szybko, jest dziwne, jest szalone ale wciąż zdaje się być takie ułożone, a nawet dość dojrzałe w swojej niedojrzałości.
ale jest jedno `ale`, które osobiście mi zupełnie nie przeszkadza, ale wiem, że innym będzie na pewno, w tym moim znajomym, rodzinie -pochodzenie.
ale chuj wie, może za parę dni nie będziemy się już znali? ludzie szybko przychodzą i odchodzą.
  • awatar tyle.: wydaje mi się, że pochodzenie nie będzie problemem jeśli zacznie wam zależeć na sobie. To twoja prywatna sprawa, rodzice tak naprawdę niewiele powinni grać w twoim życiu miłosnym :) Crazy is majority rules
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
moje życie jest po prostu jednym wielkim rollercoasterem. wszystko zmienia się strasznie szybko, raz jestem w górze, na którą wjeżdżam z ogromną prędkością, potem równie szybko zjeżdżam w dół i znów wjeżdżam do góry, tym razem wolniej, by zakręcić koło, na którym chwilę zatrzymam się do góry nogami. gdzie pojadę teraz nie wiem? wiem, że mój rollercoaster, tym razem jest totalnie na szalony, ale jednocześnie totalnie ostrożny. staram się uczyć na błędach, ale wciąż stawiając sobie ogromne wyzwanie. po za tym rozwijam się i inwestuje w siebie, abstrahując od tej metafory. jest cudownie, choć ciągle jestem przemęczona, dużo pracuję, uczę się i jestem strasznie zajętym człowiekiem, kocham to od zawsze, obawiam się, że mogę wiele rzeczy nie udźwignąć jednakże nie poddaje się. jak na razie wszystko układa się na prawdę pięknie. i poznałam kogoś. staram się być zdystansowana, choć zdecydowanie zaczynam coś czuć, nie wiem co, na pewno to jeszcze nie jest miłość. nie śpieszę się, nie chcę i tak jest naprawdę dobrze. na razie on to szanuje, a nawet przyznał, że fakt że z niczym nie chcę się spieszyć, i że nie pozwalam sobie na zbyt wiele, sprawia że coraz bardziej pragnie mnie poznawać, starać się i docenia to jaka jestem. jak bedzie? chuj wie. początki zawsze są inne, a ja tym razem nie chcę nic udawać. dziękuję dobranoc.