• Wpisów:682
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:2 dni temu
  • Licznik odwiedzin:26 063 / 1346 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
kurwa, wróciłam. co to było! najlepsze wakacje mojego życia. siedem dni, a wydarzyło się tyle rzeczy jakbym była tam co najmniej pół roku!
teraz czas wrócić do rzeczywistości, obudzić się i zadbać o siebie, zadbać o moją nową relację. nie jest łatwo po tym wszystkim co miało miejsce tam.
bo spotkałam go, spotkałam miłość moich wakacji, i nie byłam obojętna. poczułam wszystko, wszystkie obietnice, wszystkie wyznane uczucia, był dokładnie taki jak sobie go wyobrażałam, po prostu poczułam, że moje serce znowu bije szybciej i ktoś złapał je mocno swoją dłonią, starając się je uspokoić, powodował szybsze bicie.
spędziliśmy ze sobą mnóstwo czasu, spełniliśmy wiele swoich obietnic, to co tak bardzo chcieliśmy robić, o czym tak wiele razy rozmawialiśmy, czułam że go kocham. czułam jakby to wszystko co miało miejsce wcześniej nie miało żadnego znaczenia. jednak miałam i mam świadomość, że to nie ma sensu. nie bez powodu zakończyłam ten związek, ta odległość nie jest dla mnie, ja tego nie udźwignę, moje życie jest w tutaj, tam byłam tylko na chwile i czas to oddzielić wielką, grubą linią. nie mogę naiwnie wierzyć, że to jest realne. i tracić życia jakie mam tutaj. jeśli jesteśmy sobie pisani będziemy ze sobą prędzej czy później. póki co w głowie mam realne życie, które mam tu, i nim będę żyć, i w nim może będę żyć z kimś, kto stara się o mnie, i ja chcę dać mu szansę. chcę być szczęśliwa tu, a nie nie szczęśliwa na odległość.
 

 
To były bardzo ciężkie jakieś 2 tygodnie. tak rozjebana emocjonalnie dawno nie byłam. nawet prawie tu nie pisałam, bo nie chciałam uświadamiać sobie tego, jak bardzo wszystko zaczyna się sypać. Było perfekcyjnie, byłam przeszczęśliwa, poznałam cudownego mężczyznę, który traktował mnie jak księżniczkę, wierzyłam we wszystko i uświadomiłam sobie, że jeśli tylko chcemy wszystko jest możliwe. Był pozytywnym człowiekiem, rozśmieszał mnie, pocieszał, wspierał i interesował się moim życie. Rozmawialiśmy dniami i nocami, o wszystkim, czuliśmy się wspaniale, przynajmniej ja się czułam. I w pewnym momencie, zaczęły się pojawiać problemy. Te problemy nie były moje, tylko jego, jednak czułam, że są moje. Czułam, że go kocham, więc chciałam brać udział we wszystkim, chciałam go wspierać, pomagać, pocieszać. Czułam się fatalnie, z faktem, że nie mogę go dotknąć, pocałować, przytulić, oderwać od tego gówna, które mu się przytrafia, choć wiedziałam, że te problemy obiektywniej patrząc nie są końcem świata. Jednak on nie chciał wierzyć, stał się kimś kogo zupełnie nie znałam, najbardziej negatywną osobą. Ciągle miał zły humor, a to uderzało we mnie z ogromną siłą, dni miałam fatalne, bo przejmowałam się nim, a atmosfera rozmowy zupełnie mi nie pomagała. Z dnia na dzień, problemów nagromadzało się coraz więcej, z dnia na dzień mówił, że mnie kocha i że wciąż zależy mu tak samo, ale potrzebuje czasu. Z dnia na dzień czułam się coraz bardziej odsuwana, ignorowana. I nie bałam się mówić o tym jak się czuję, z dnia na dzień miało się to zmienić. Jednak się nie zmieniło. Parę dni bez rozmowy, w związku w którym macie tylko rozmowy, nie, tak się nie da. Pojawił się ktoś, tak i dziękuję za to. Dzięki temu, że ktoś pokazał mi, że moje problemy i życie w tym momencie też mają znaczenie, uświadomiłam sobie, że to stało się toksyczne, że to nie w tym człowieku się zakochałam. Że ja już nie znam tego z którym rozmawiam.
Teraz jesteśmy tylko przyjaciółmi. Zakończyłam ten związek, bo zwyczajnie to nie miało sensu. Ale wciąż jestem dla niego, wciąż mi na nim zależy, a teraz w sercu czuje pustkę. Ale przynajmniej wszystko jest stabilne, a moje emocje już są spokojne.
 

 
bardzo dużo się dzieje. nie spodziewałam się takiego przebiegu wydarzeń. jednakże z dnia na dzień, coraz mniej go pragnę. to ja nie dojrzałam ? on, czy oboje? tak strasznie ciężko jest wspierać kogoś kto jest tak daleko. jak mam ufać, że to wszystko jest prawda? jak ufać, że to co się dzieje w jego życiu to nie jakieś wymówki? jak mam to wszystko rozumieć? nie wiem. wiem, że starałam się bardzo mocno, naprawdę bardzo się angażowałam. ale z dnia na dzień, brakuje mi siły i cierpliwości. i nie do wspierania, bo mogę to robić, ale chyba zwyczajnie do kochania. poznaję teraz kogoś zupełnie innego. prosisz o czas, mówisz że jak tylko poukładają się te kwestie które się zjebały, wrócisz będziesz tym samym sobą w którym się zakochałam. ale ile to będzie trwało? zdążysz to zrobić do mojego przyjazdu? czy ja jeszcze chcę Cię widzieć? ja już sama nie wiem. chcę, ale wokół są ludzie, którzy nie tylko siedzą w swoich problemach, interesują się też moimi. nie oczekiwałam tego od Ciebie, bo ja w brew pozorom nie mam żadnych, ale jednak brak jakiejkolwiek troski, zaczyna mnie odpychać.
 

 
jestem wściekła. kurwa, co mnie podkusiło, żeby wpierdalać się w związek na odległość. tak zależy mi, tak jest dla mnie ważny, kurwa aż za bardzo. ale to jest jakiś dramat. nie mogę kurwa się wkurwić na niego i zwyczajnie się z nim pokłócić, wygarnąć mu wszystko patrząc mu prosto w oczy, nie mogę się z nim cieszyć, siedzieć obok niego, całować, przytulać. nie mogę przy nim płakać, nie mogę przy nim nic. wszystko przez ten jebany internet, który wprowadza tylko nieporozumienia. sama nie wiem już co o tym myśleć. nie chce się poddawać, nie chcę odpuszczać, jednak mam wrażenie, że oboje już jesteśmy wykończeni, niszczy nas to, że tak wiele nie możemy. to powoduje napięcie, a ja już mam dość napięcia. ja je zniosę, bo go kocham. ale jest moment, kiedy zbudowałam większą emocjonalną barierę, strach przed tym, że nic z tego nie wyjdzie, spowodował że zaczynam podchodzić uczuciowo z większym dystansem, którego nie miałam wcale jak już tylko poczułam, że pragnę go najbardziej na świecie.
 

 
to jest tak popieprzone, że tego się nie da opisać. ja jestem tak popieprzona, że tego się nie da opisać i on jest tak popieprzony, że tego nie da się opisać. i dobrze wiadomo czemu się kochamy.
 

 
wiem, że mu zależy. ale boje się, że to się nie uda. boje się bo nie chce tego stracić. a zwykle tracę to co kocham.
 

 
jest jedyną osobą, której udaje się z trudnością, ale udaje się mnie poskromić. moja duma nie pozwala, walczy do samego końca, ale w pewnym momencie zupełnie oddaje się jemu. jest taki jak ja, tylko zdecydowanie lepszy w tą grę ode mnie, ma wyższy poziom i dobrze wie jak wygląda i funkcjonują te niższe, kocham to w nim. jest taki jakiego zawsze chciałam. o takim mężczyźnie z takim charakterem marzyłam, taki jest mi potrzebny by móc coś czuć.
 

 
brakowało mi cię. jesteś dla mnie taki ważny. nie wiem po co ja to sobie robię. to niby nie ma żadnego sensu, a ty potrafisz sprawić, że ja ten sens widzę, że ja w to wierze, że to ma szanse. czuję, że czegoś brakuję gdy cię nie ma. nie zostawiaj mnie nigdy.
 

 
nadszedł ten moment, pokłóciliśmy się, przeze mnie, przez moje chore domysły i to że daje się zmanipulować, dałam sobie wejść w umysł i zamieszać w nim, dałam wpłynąć na to wszystko w co tak bardzo wierzyłam. i teraz nie wiem co mam robić. czuje się fatalnie. jest cisza, a ta boli najbardziej. tyle godzin bez rozmowy z nim mnie dobija, choć moja duma nie chce się dać poskromić. nie ma go, domyślam się, co robi. i jestem zła, że dystans nie pozwala mi zwyczajnie do niego iść, wyjaśnić, przytulić, pocałować i uświadomić, że poniosły mnie emocje. że go kocham.
 

 
w dupie mam to, że komuś nie podoba się co robię. jeśli to robię, to znaczy, że tego chcę, i szanuje siebie, bo robię to co chcę, nie to co pierdolą mi inni, że jest poprawne. jeśli w swoim życiem nie kierujesz się tym czego sam chcesz, robisz wszystko to co mówią ci inni, to co dla innych jest coś warte, to sam dla siebie nie jesteś wart nic.
 

 
ja pierdole! mam dość, mam dość ludzi, którzy wpierdalają się w moje życie, oceniają moją decyzje. i nie interesuje mnie to, że to niby jest z troski. co krok jest to samo i to nawet nie ma znaczenia, co wchodzi w grę. wszystko co robię, wszystko co kocham jest czymś niezrozumiałym, czymś nieodpowiednim dla mnie, nie akceptowalnym społecznie. pierdole społeczeństwo.
pierdole ludzi, którzy wpierdalają się w moje życie z butami, którzy pragną ściągnąć mnie na dół, przywrzeć moją twarz do ziemi i powiedzieć, patrz tu jest twoje miejsce gdzie latasz ? nie, nie pozwolę na to, choćbym miała spać i połamać sobie wszystkie kości, będę latać tak długo jak tylko będę potrafić, każde cierpienie będzie warte tej chwili ponad wszystkim, ponad pieprzonymi zasadami, hamulcami, ponad ludźmi którzy tak bardzo boją się zaryzykować.
boisz się? siedź kurwa w domu i egzystuj swoim życiem. ja wole mieć życie krótkie, ryzykowne, ale pełnie pięknych wspomnień i uczuć.
chcesz siedzieć jak pizda? twój wybór, ja chcę latać ponad swoim limitem. spierdalaj.
  • awatar Albatraoz: Nieważne co robisz, zawsze znajdą się ludzie, którzy będą ''lepiej'' wiedzieli co jest dla Ciebie odpowiednie. Życie. Po prostu trzeba olać bo ich podejścia i tak nie zmienisz. Powodzenia!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
kocham go, nic na to nie poradzę. czuję że go kocham. czuję w sercu to uczucie, gdy zaczyna bić szybciej i szybciej i nagle coś jakby je złapało, próbowało je zatrzymać, jednocześnie rozgrzewając je do czerwoności. czuję to cały czas.
 

 
jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. choć po głowie chodzi mi tak wiele myśli, choć ciągle z tyłu mam świadomość, że to wszystko może się nie udać, że tak wiele problemów i trudności jest miedzy nami. to świadomość tego, że jesteś, że jesteś mój, że jesteśmy razem.
że mogę wszystko ci powiedzieć, że o wszystkim możemy porozmawiać, że mnie kochasz, że czuję się z tobą jak księżniczka, przewyższa każdą inną negatywną myśl. jesteś najcudowniejszą rzeczą jaka przytrafiła mi się w te wakacje i chciałabym też móc kiedyś powiedzieć, że jesteś najcudowniejszą rzeczą jaka przytrafiła mi się w całym moim życiu.
 

 
kocham go, i nie boje się tego przyznać. nie wiem jak wygląda prawdziwa miłość, jak się ją odczuwa. ale jeśli to co czuję, jest miłością, to kocham go, jestem zakochana i pragnę by to się nigdy nie skończyło. szczere długie rozmowy, w dzień a szczególnie te w nocy, doprowadziły nas do związania się, a teraz uświadomiły nam jak bardzo się pragniemy, tęsknimy, jak bardzo jesteśmy zaangażowani, jak nam zależy, uświadomiły nam, że to już nie jest zwykła znajomość, to nie jakiś tam związek, wierzymy w to, że to jest miłość. i wierzymy, że nic jej nie zniszczy, bo będziemy o nią walczyć.
 

 
dlaczego ja mam wrażenie, że on we wszystkim jest szczery ? czy to naiwność? czy to bezmyślność? na prawdę, czuję, że mogę mu zaufać, choć nie powinnam tego czuć. mam wrażenie, że każda jego obietnica, jest prawdziwa, choćby jej nie dotrzymał, to zdarza się często, sama często to robię, to jednak mam wrażenie, że zrobił wszystko i strasznie chciał dotrzymać. nie wiem, nie wiem co o tym myśleć. żyjemy od siebie tysiące kilometrów, żyjemy w zupełnie innych kulturach, religiach, w tym ja nie mam żadnej, żyjemy w innych światach, a czujemy się jakbyśmy mieli swój własny, wspólny. i wiem, że nigdy nie zaakceptuje tego moja rodzina, jego bardzo możliwe też nie, że społeczeństwo również nie będzie pozytywnie patrzeć na nasz związek, tym bardziej tu w polsce. żeby móc spełnić nasze marzenia, musielibyśmy poświęcić całe dotychczasowe życie. a co jest najgorsze? że czuję, że byłabym skłonna je poświęcić dla tego człowieka, jeśli tylko nie okaże się kimś innym gdy go spotkam, jeśli tylko poczuję patrząc w jego oczy, że go na prawdę kocham, a nie tylko mi się wydaje. jestem w stanie to zrobić. jeśli on będzie w stanie, jeśli będziemy lojalni, będziemy szczęśliwi, pierdole wszystko co mam teraz, mogę zaryzykować. nigdy nie miałam pełnej satysfakcji z mojego życia społecznego, czego ja mam żałować?
 

 
ta relacja, czasem myślę, po co ja sobie to robię, zachowuje się jak ktoś niespełna rozumu... przecież to nie ma żadnych szans na przetrwanie. czy nie będę potem płakać? będę! będę cierpieć, jestem tego już wręcz prawie pewna. zwariowałam, ja się chyba zakochuję, o ile już tego nie zrobiłam. wyznał mi, że się zakochał, a ja poczułam w sobie, że chcę odpisać i love you too babe, on tylko czekał, aż to zrobię, ale bałam się, bałam się, to takie duże słowa, a ja tyle razy używałam ich zupełnie bez sensu. zwariowałam. chyba się zakochałam. ale czy to jest możliwe? przecież to jest internet! tu można wszystko.
 

 
boje się. boje się czasu, boje się tego że płynie tak szybko. ciesze się, ciesze się, bo chce Cię już zobaczyć, nie mogę się doczekać, pragnę z Tobą być, ale jak pomyślę o tym jak szybko zleci ten czas razem...
Jak pomyślę o chwili, w której będę musiała się z Tobą pożegnać...
zwyczajnie nie umiem sobie tego wyobrazić. wiem wszystko się może wydarzyć po drodze. ale jeśli będzie nadal tak jak jest, jeśli się uda, ja tego nie zniosę! To będzie najgorsza podróż dotychczas, jak ja wsiądę w samolot?! No jak ?! Jak ja Cię tam zostawię ? Jak ja przeżyję bez Ciebie każdy kolejny dzień? A co jeśli po tym jak wsiądę w samolot wszystko stanie się tylko wspomnieniem, zapomnisz i pójdziesz dalej?
Okay, ja też się podniosę, ale nie wiem jak, jeśli przeżyjemy razem ten czas, będzie mi bardzo ciężko się podnieść. zwyczajnie się boję. Chcę by nasze plany się spełniły, chcę żebyś do mnie przyleciał, potem ja do Ciebie, chcę żebyś przyleciał, poczekał aż skończę studia, i wyjechał ze mną gdzieś daleko, żebyśmy mogli tam zamieszkać i już do końca życia być razem, pierdoląc to co mówią ludzie wokół, pierdoląc to, że pochodzimy z dwóch różnych światów, ciesząc się swoją miłością, swoimi życie, dziećmi, biznesem i tym, że mamy siebie..... nie wierze, że ja pisze takie rzeczy.
 

 
potrafi rozbawić mnie do łez, potrafi uczynić mój dzień niesamowicie pięknym i szczęśliwym, potrafi wywołać uśmiech i łzy w jednym momencie, potrafi rozpalić i podniecić mnie w jednej chwili, i choć jest tak daleko i nawet nie może mnie dotknąć, ja czuję że płonę. potrafi wywołać u mnie złość i smutek. nie, nie jest to związek usłany samymi komplementami i mamieniem sobie oczu. kłócimy się, jesteśmy zazdrośni, zadajemy mnóstwo pytań, jesteśmy uparci, porywczy, i uwielbiamy to oboje. nie nudzimy się, wywołujemy w sobie ogrom emocji, jednak zawsze kończymy szczęśliwi. uświadamiamy sobie, jak bardzo nam zależy, jak bardzo nam siebie brakuje gdy się pokłócimy, dlatego nie potrafimy długo się kłócić. nie wiem jaki to się potoczy, ale proszę niech to się nie kończy. jestem z nim tak szczęśliwa, tak bardzo pragnę by to się nie skończyło już nigdy. pragnę by było tylko lepiej, byśmy mogli razem zamieszkać, żyć. mamy tyle wspólnych pięknych planów, tyle wspólnych marzeń.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
tak jestem zazdrosna, tak nie ufam mu w stu procentach, tak chcę mu ufać, ale zaufania nigdy nie daje się od tak w prezencie. zaufam jak go zobaczę, zaufam jak zobaczę coś więcej niż słowa. i tak pragnę go, pragnę tego by mnie nie zawiódł, pragnę tego by był mój już na zawsze, pragnę być jego na zawsze, a nawet pragnę ułożyć sobie z nim życie. i tak zwariowałam, i tak wiem, że to się może nigdy nie wydarzyć, i tak wiem, że po nim mogę spotkać wielu innych, że mogę być szczęśliwa, nawet jeśli to nie wyjdzie, ale na razie nie mam zamiaru by to nie wyszło, na razie chcę w tym trwać, chcę to rozwijać i na razie właśnie w nim pokładam swoje wszystkie nadzieję, bo to właśnie on sprawił, że coś w końcu poczułam, że odblokowałam się zupełnie na uczucia.
 

 
chcę, żebyś mnie wziął całą, chcę żebyś mnie spróbował, żebyś sprawił, że poczuje się przy Tobie jak mała bezradna dziewczynka, jednocześnie bezpieczna w Twojej obecności, bym poczuła, że mogę oddać Ci się bezgranicznie, że jestem cała Twoja, a Ty cały mój. Że w pełni należymy do siebie i w pełni ze sobą jesteśmy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
co z tego, że jesteśmy od siebie tysiące kilometrów, jeśli jesteś osobą, która wydaje mi się, że jest bliżej niż ktokolwiek inny. moje pragnienie, dotknięcia, zobaczenia Cię, spojrzenia w Twoje oczy, wtulenia się w Ciebie, pocałowania, jest ogromne. Jednak nie zmienia to faktu, że czuję już jakbym przeżyła z Tobą ogromnie dużo rzeczy, jesteś ze mną prawie 24 godziny na dobę, choć daleko to jednak jesteś. Mogę Ci wszystko powiedzieć, telefon stał się najważniejszym przedmiotem, tam jesteś Ty, tam z Tobą rozmawiam i tam za każdym razem gdy włączę ekran widzę Ciebie.
 

 
kocham to, że nie jesteśmy przepełnieni kolorową tęczą niesamowitej, i słodkiej aż do wyrzygania miłości. kocham to, że jesteśmy oboje sobą, jesteśmy autentyczni, mówimy co myślimy i często się sprzeczamy, jesteśmy niecierpliwi w swojej cierpliwości, jesteśmy porywczy, ale dużo rozmawiamy, o wszystkim. dochodzimy do wspólnych porozumień. uwielbiamy to, oboje gramy w grę, która nas podnieca do granic możliwości. oboje potrafimy w momencie sprawić, że złość sięga zenitu, po to by w momencie obróciła się w niesamowite uczucie ciepła, zaangażowania, troski, kochania. jesteśmy razem od dwóch tygodni, znamy się od prawie półtora miesiąca, a ja czuje się, jakbym przeżyła z tobą ogromnie dużo, choć zobaczę Cię dopiero za miesiąc.
 

 
jestem w szoku, że takie myśli chodzą mi po głowie, że czuję, że jestem w stanie zaangażować się w taki związek, że potrafię sobie wyobrażać, jak mogłoby się to potoczyć, choć wiem jak bardzo jest to nie realne, żeby przetrwało na poważnie. wiem, takie rzeczy się zdarzają, choć rzadko to jednak się zdarzają, jednak kurwa, wiem, że to nie jest realne, moja rodzina, mój kraj nie zaakceptowałby tego, wszystko chciałoby nas zniszczyć.
 

 
został miesiąc do naszego spotkania, przerwaliśmy w zasadzie prawie półtora, damy radę wytrzymać miesiąc? czy nic się nie zmieni, czy wciąż będziemy razem? szczerze mówiąc, wydaje mi się, że tak. nie boje się, że coś się zniszczy, czuję, wiem że zbyt mocno nam na sobie zależy.
 

 
kurwa, kurwa, kurwa, nigdy więcej czegoś takiego! tak się za nim stęskniłam, brak internetu to jakiś dramat, nabrał zupełnie innego znaczenia dla mnie. tak bardzo, tak bardzo mi go brakowało! nigdy więcej czegoś takiego, zwyczajnie tego nie wytrzymam!
boże jak ja już pragnę go zobaczyć. coraz więcej myśli jak sprawić, by być z nim już zawsze. nie chcę nikogo innego. chcę tylko jego. jak go zobaczę, to chyba się zakocham.
 

 
jakie są najgorsze momenty ? gdy osoba, na której tak bardzo Ci zależy, źle się czuję, coś chcę ją zwyczajnie zniszczyć, dzieją się rzeczy które ją dobijają, niszczą jej humor. gdy osoba, na której tak bardzo Ci zależy jest smutna, zła i przygnębiona, a ty nie możesz w zasadzie nic zrobić, jesteś od niej oddalona o tysiące kilometrów, nie możesz do niej przyjść, przytulić, pocałować, wesprzeć, nie możesz jej rozśmieszyć, nie możesz spojrzeć jej w oczy i powiedzieć, kochanie wszystko będzie dobrze, jestem z tobą. jedyne co możesz to napisać, ale czy to komukolwiek, kiedykolwiek pomogło w ciężkiej chwili? czy słowa, które w dodatku są napisane, a nie wypowiedziane prost w twoje oczy, sprawią, że poczujesz się lepiej nie? pojawia się kolejny powód do smutku, czujesz, że tak bardzo kogoś pragniesz, że potrzebujesz jego obecności, potrzebujesz, żeby się w ciebie wtuliła, potrzebujesz bliskości, nie może tego zrobić. czujesz, że ją masz ale nie możesz jej dotknąć, nie możesz z nią być w ciężkim momencie. to uczucie bezradności, to uczucie, że jest Ci smutno, pragniesz kogoś obok Ciebie, chcesz tego kurewsko mocno, a jesteś zupełnie bezradny, nie możesz nic zrobić, żebyście mogli być blisko. nie możesz do niej iść, i zwyczajnie powiedzieć, kochanie wszystko się jebie, nie podoba mi się to, potrzebuję żebyś mnie przytuliła, potrzebuje żebyś była tu teraz ze mną. nie możesz, to jest zwyczajnie nierealne...
 

 
jestem przerażona, martwię się. nie wiem kiedy mi na kimś zależało tak, żeby aż tak bardzo się o niego martwić.
 

 

nie umiem bez Ciebie wytrzymać. nie umiem nie rozmawiać z Tobą, nie umiem nie myśleć o Tobie cały dzień. każda minuta bez Ciebie jest udręką. nie wiem jak ja przeżyje jeśli to wszystko okaże się niczym, jeśli nic z tego nie wyniknie.

proszę nie pozwól na to, bądźmy razem już zawsze. ja nie wiem co się ze mną stało. moje serce się w zupełności Tobie oddało.
 

 
marzę o tym byśmy mogli być razem już na zawsze. marzę o tym by to nie było łatwe, ale żebyśmy mogli to osiągnąć, żebyśmy mieli szanse.
 

 
gdy czuję, gdy wiem, że cierpisz, jesteś zły, czy cokolwiek złego się dzieje, sama to odczuwam. martwię się, chciałabym żebyś był szczęśliwy. nie chcę by cokolwiek złego Ci się przytrafiało. nie pamiętam kiedy ostatnio tak bardzo interesowało mnie to co ktoś czuje i myśli, co się u niego dzieje. kurwa o ile w ogóle kiedyś tak miałam?
 

 
dużo pracy, powrót na siłownie, i ciągłe rozmowy z moim chłopakiem. dziwnie się czuję, jak go tak nazywam, ale jestem szczęśliwa, że tak jest, że go mam, że jesteśmy razem. czas płynie, a to sprawia, że jesteśmy coraz bliżej siebie.
 

 
tak wiem, nie widujemy się. on może mówić co tylko ze chce, może mnie okłamywać, może być nie szczery. może się okazać zupełnie kimś innym jak się spotkamy, może mnie skrzywdzić. tak wiem, jestem naiwna, nie powinnam w to wierzyć, nie powinnam się w to wkręcać. i szczerze mam tego świadomość, ze może popełniam ogromny błąd, tylko że ja nie mam pewności czy to jest ten błąd i dopóki się nie upewnię będę w nim tkwiła.
tak, może być zły, tak myślałam o tym na początku, byłam zdystansowana i nie brałam na poważnie wielu rzeczy. jednak nasze rozmowy nie kręcą się tylko na temat tego jak bardzo chcemy ze sobą być, nie kręcą się tylko wokół tego jaka jestem piękna, cudowna, nie polegają na ciągłych komplementach, nie mydlą mi oczu w ten sposób.
i tak, może mnie okłamywać, może być nieszczery. tak jak ja mogę, tak jak ja mogłabym kłamać, oszukiwać, jak robiłam to na początku naszej znajomości, bo nie traktowałam tego poważnie. ja mogłam o też mógł. ale już tego nie robię, zaangażowałam się, jest dla mnie kimś ważnym, więc jeśli ja mogę tego nie robić, jeśli ja go nie oszukuję, to czemu on nie mógłby robić tego samego? czemu on nie mógłby być szczery? czemu to wszystko miałoby być kłamstwem? są dwa wyjścia, które jest właściwe ? nie wiem. ale mam zamiar zaryzykować i to sprawdzić.
  • awatar casualx: @Sylwia Lisiewicz15: masz rację, dziękuję! co do udawania, dobrze wiem o co chodzi, też już to parę razy przerabiałam. ale szczerze mówiąc, przy nim czuję, że na prawdę jestem sobą, mogę odczuwać wszystko, tak jak całe życie to robiłam, bo przed nim nie potrafiłam, udawałam i oszukiwałam samą siebie, że nie mam uczuć, aż w końcu sama w to uwierzyłam.
  • awatar Sylwia Lisiewicz15: Jeśli jesteś pewna to zaryzykuj.... Nie można mierzyć każdego człowieka,że jest nie szczery. Najpierw go poznaj,potem powiedz mu o nim co o nim myślisz. Jeśli czujesz,że tego właśnie chcesz to próbuj.Nigdy nie wiesz jak potoczy ci sie życie co sie stanie. Być może to ten jedyny,ten na całe życie. Tylko pamiętaj bądź sobą,jeśli chcesz sie angażować nie twórz kopi kogoś kim nie jesteś. Mówię to z własnego doświadczenia. Mogłam być jego księżniczką,nie patrzył na mnie jak na laskę,którą mógł poderwać patrzył na mnie jak na dziewczynę,kobietę której ufał.A ja to spieprzyłam,bo udawałam,bo okłamywałam. Życzę ci powodzenia i szczęścia w miłości i w dalszym życiu w wolnym czasie może odwiedzisz mojego bloga. Pozdrawiam Sylwia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
oboje jesteśmy tak do siebie podobni. oboje mamy w sobie mnóstwo emocji, ale często je ukrywamy, maskujemy się tak by wydawało się, że mamy coś zupełnie w dupie. myślimy, że uczucie nienawiści, to brak uczucia. wydaje nam się, że jesteśmy strasznie twardzi, a realnie w środku jesteśmy tak bardzo delikatni, słabi. nie potrafimy znaleźć umiaru, gdy w grę tylko wchodzą emocje. jak nienawidzimy, to nienawidzimy z całych sił, jak kochamy, jak się angażujemy to robimy to z całych sił. jak jesteśmy zazdrośni, to jesteśmy i musimy to sobie powiedzieć, oboje potrzebujemy wspólnych słów, upewniania siebie na wzajem, że jesteśmy razem, że jesteśmy dla siebie, że ja jestem twoja, a ty jesteś mój. potrzebujemy tego, nie dlatego, że sobie nie ufamy. potrzebujemy tego, bo jesteśmy tak daleko, nie możemy powiedzieć sobie tego będąc w swoich ramionach, patrząc sobie w oczy, zwyczajnie potrzebujemy tego, bo to nas do siebie zbliża. każde słowo, w którym mówisz mi jak bardzo mnie pragniesz, jak bardzo Ci zależy, jak bardzo jestem dla Ciebie ważna, każde to słowo sprawia, że mam wrażenie, że jesteś bliżej, że jesteś gdzieś obok. jakby czuję twoją obecność, mocniej, intensywniej. nie pamiętam kiedy ostatnio tak bardzo mi na kimś zależało.
 

 
wszyscy mi mówią, że to jest bezsensu, po co to sobie robię, przecież to głupie. i co jest najgorsze? że mają rację, ale ja dalej w to idę, dalej tego chcę i pragnę. tylko dwie bliskie mi osoby mnie wspierają, tylko dwie mnie rozumieją. choć wiem, że same by tego nie zrobiły, choć wiedzą, że sama idę na pewne cierpienie. to znają mnie, wiedzą że to co przeżyję, ta przygoda, będzie warta tej chwili płaczu. myślą, że po tym jak to wszystko się już skończy po prostu popłaczę chwilę, pocierpię, jak zwykle a potem wstanę w momencie i powiem dość. pójdę dalej, albo znajdę sobie kogoś innego. nie wiem jak będzie, nie wiem kiedy to się skończy, czy się skończy? nie chcę o tym myśleć, chcę żyć co mam teraz i z tego czerpać najwięcej jak się da. chcę żyć złudzeniem, że on jest moją miłością, że będzie nią i że wszystko ułoży się dobrze, chcę tym żyć tak długo jak tylko będzie się dało, bo to mi daje radość, to mi daje emocje, których tak dawno nie było w moim życiu.